Hej, tu
Amy (nie, to nie jest moje prawdziwe imię), autorka tego bloga. Mam nadzieję,
że mój dłuugi imagin wam się spodoba. Wszelkie skargi, prośby i pytania
kierujcie na mojego twittera @mynameischaoos
Enjoy :D
Szłaś cała przemoczona zatłoczoną
ulicą. Byłaś zła na siebie, że nie wzięłaś parasolki i nie ubrałaś się w
bardziej stosowne ubranie. Wyszłaś z domu w krótkich spodenkach i bluzce z
krótkim rękawem, uznając że pewnie nie będzie padać, tylko tak po prostu się
chmurzy. Karciłaś się w duchu za swoją głupotę. Jeśli przez nią zachorujesz, to
nie pojedziesz w przyszłym tygodniu na ważne zawody taneczne, o których trener
mówił ci po dzisiejszym treningu. Byłaś dumna z siebie, że z całej grupy wybrał
właśnie ciebie. Twoje rozmyślania o tańcu przerwało gwałtowne zderzenie z idącą
z naprzeciwka osobą. Wywróciliście się razem prosto do kałuży błota. No
pięknie. Nie dość, że jesteś cała mokra i zła, to jeszcze na dodatek ubłocona.
- Mógłbyś trochę bardziej
uważać?! – warknęłaś na sprawcę wypadku. Wysoki, postawny chłopak ubrany w
szarą bluzę z kapturem, luźne jeansy i adidasy Nike. Zdążył już wstać, otrzepać
się i podał ci rękę, abyś ty również wstała.
- Przepraszam, nie zauważyłem
cię.
- Nie, nie, to ja przepraszam.
Nie powinnam tak na ciebie naskoczyć. – zreflektowałaś się. – Może zdejmij ten
kaptur, co? Wtedy będziesz lepiej widzieć. – uśmiechnęłaś się i już wyciągałaś
rękę, aby zdjąć kaptur, lecz on szybko za nią złapał.
- Nie tutaj, dobrze? – zdziwiłaś
się. O co mu chodzi? Chłopak nadal trzymając cię za rękę, pociągnął za sobą i
stanął przy ulicy, łapiąc taksówkę. Wreszcie jakaś się zatrzymała. Wsiedliście,
chłopak podał adres na jaki mieliście jechać. Wiedziałaś, że nie powinnaś była
z nim wsiadać, w końcu to jakiś obcy facet, nie wiadomo co może ci zrobić i
gdzie wywieźć, jednak coś cię do niego pociągało.
- Zdejmiesz wreszcie ten kaptur?
– spytałaś, mało uprzejmie. Chłopak posłusznie spełnił twoją prośbę. Byłaś w
szoku. Przecież to Zayn! Zayn Malik z One Direction! Oczy zrobiły ci się
okrągłe jak spodki.
- Ej, oddychaj. – zażartował
Zayn. W sumie dobrze, że ci o tym przypomniał, bo chyba na chwilę naprawdę
zapomniałaś, jak się oddycha.
- O mój Boże, nie wierzę! To
naprawdę ty?! – niemalże krzyknęłaś.
- Ta, we własnej osobie. –
uśmiechnął się z przekąsem. Uświadomiłaś sobie, że zachowywałaś się jak jedna z
tych napalonych fanek, które krzyczą i piszczą na jego widok. Nie chciałaś być
jedną z nich, przecież takich dziewczyn mógł mieć na pęczki.
- Przepraszam. – speszyłaś się i
skierowałaś wzrok na podłogę samochodu.
- Nic się nie stało, ludzie tak
reagują. Przyzwyczaiłem się. – Zayn wykazał się zrozumieniem.
- A tak właściwie, to gdzie
jedziemy? – spytałaś.
- Do mojego domu. Właściwie to
naszego – mieszkam w nim z innymi chłopakami z 1D. – wyjaśnił.
- Ale po co? – zdziwiłaś się.
- No przecież nie wrócisz w
takim stanie do domu. To w końcu moja wina, że wpadłaś do tej kałuży, chcę ci
to jakoś zrekompensować. Wysusz się, pożyczę ci jakieś swoje ciuchy, a potem
się zobaczy. – uśmiechnął się łobuzersko. Byłaś ciekawa, co w tamtym momencie
miał na myśli. Jechaliście jeszcze jakieś 15 minut, aż wreszcie dotarliście do
dużej posiadłości z rozległym ogrodem.
- No, jesteśmy na miejscu. –
Zayn zapłacił kierowcy za przejazd, wysiadł i przytrzymał ci drzwi. Szliście
wąską ścieżką w stronę domu. Drzwi otworzył wam Niall, zanim zdążyliście
zapukać.
- Kupiłeś coś do jedzenia? W
lodówce nic nie ma. – poskarżył się chłopak.
- Nialler, może zamiast gadać cały
czas o żarciu, przywitałbyś się z naszym gościem? - skarcił go Zayn. Niall rozejrzał się
dookoła i dopiero wtedy cię zauważył.
- O rany, przepraszam, nie widziałem cię. Jestem Niall. – jakbyś nie
wiedziała jak ma na imię ten blond przystojniak. Znałaś jego twarz chyba nawet
lepiej, niż swoją własną. Miałaś jego plakaty powieszone dosłownie wszędzie.
Odkąd stałaś się ich fanką, dzież w dzień marzyłaś, aby go poznać. A teraz
stałaś dosłownie metr od niego. Nie mogłaś uwierzyć w swoje szczęście.
- Mogę cię przytulić? – spytałaś
i dopiero po chwili dotarło do ciebie, jak głupio to zabrzmiało. Niall jednak
uśmiechnął się do ciebie przyjaźnie.
- Jasne. – podszedł do ciebie i
objął cię ramionami. Odwzajemniłaś uścisk. To był chyba najszczęśliwszy moment w
całym twoim życiu. – Jak masz na imię, piękna? – spytał Niall. Uśmiech nie
schodził z jego twarzy.
- Wendy. Mam na imię Wendy. –
Samo patrzenie na jego zdjęcia sprawiało, że twoje serce biło szybciej, a co
dopiero po zobaczeniu go na żywo. Patrzyliście sobie w oczy dobre kilka chwil.
Stwierdziłaś, że chyba się zakochałaś. Ciekawe, czy on czuł to samo?
- Hej, ludzie, ja też tu jestem!
– Zayn zaczął wymachiwać rękami, starając się przypomnieć wam o swojej
obecności. – Wendy, gratuluję, sprawiłaś właśnie, że nasz Nialler dłużej niż
minutę nie myślał o jedzeniu. To naprawdę niezły wyczyn. – roześmiał się Zayn,
a ty z Niallem posłaliście sobie zakłopotane spojrzenia.
- Rany, przecież wy jesteście
cali mokrzy. I brudni. – Niall obrzucił was spojrzeniem.
- Miło, że zauważyłeś. Wpuścisz
nas wreszcie, czy będziemy tu stać jeszcze co najmniej pół godziny, żebyście
mogli się na siebie pogapić? – Zayn po raz kolejny was zawstydził.
- Jasne, wchodźcie. –
weszliście, a blondyn zamknął za wami drzwi. Zdjęliście buty. Twoje trampki
nadawały się jedynie do prania, adidasy Zayna były w trochę lepszym stanie.
Chłopaki skierowali się do jakiegoś pomieszczenia, ty poszłaś za nimi. Weszliście
do ładnej, nowocześnie urządzonej kuchni z jadalnią, gdzie siedziała już reszta
zespołu. Louis, Liam i Harry obrzucili cię spojrzeniem i uśmiechnęli się do
ciebie.
- Zayn, miałeś iść po prostu do
sklepu po jedzenie, a przywiozłeś nam dziewczynę, raczej niepodobną do
marchewki. Jak mogłeś się tak pomylić? – zażartował Louis.
- Ale skoro już tu jest, to
mógłbyś nas chociaż sobie przedstawić. – dodał Liam.
- Jasne. Chłopaki, to jest
Wendy. Wendy to Harry, Louis i
Liam. Słuchajcie, nasz
Nialler dzięki tej dziewczynie na całą minutę zapomniał o jedzeniu.
Niesamowite, nie? – mówił Zayn.
- O rany, na serio musisz być
wyjątkowa. – zaśmiał się Harry.
- Zamknijcie się wreszcie. –
burknął na nich blondyn. Zaczęłaś się zastanawiać, nad tym co mówili chłopcy. A
może coś w tym naprawdę było i spodobałaś się Niallowi tak, jak on tobie?
- Mógłby mi ktoś pokazać gdzie
jest łazienka? – spytałaś nieśmiało.
- Ja ci pokażę. Chodź. – blondyn
złapał cię za nadgarstek i pociągnął za sobą. Cieszyłaś się, że to właśnie on
zgłosił się na ochotnika. Chyba zaczynałaś coś do niego czuć. Ale czy to nie za
wcześnie na takie stwierdzenia? Szliście długim korytarzem, aż w końcu
dotarliście do łazienki.
- Przynieść ci jakieś suche
ciuchy, czy coś? Chociaż nie bardzo wiem jakie, bo przecież w tym domu
mieszkają sami faceci. – Niall uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Spokojnie. Pokaż mi tylko,
gdzie jest szafa, a na pewno sobie coś wybiorę. – oznajmiłaś. Chłopak ponownie
chwycił cię za nadgarstek i, tak jak poprzednio, poprowadził dalej korytarzem.
Po obu jego stronach było dużo drzwi, niektóre otwarte, a reszta zamknięta.
Zatrzymaliście się przy jednych z nich.
- To mój pokój. – objaśnił. – A
tam jest szafa. – dodał. Kiwnęłaś głową i podeszłaś do szafy. Otworzyłaś ją.
Twoim oczom ukazały się te wszystkie ubrania, które dotychczas widziałaś tylko
na zdjęciach. Od razu zauważyłaś jedną, charakterystyczną, z dużą cyfrą „3”.
Niall nosił ją, kiedy miał 3 miliony followers na Twitterze.
- Mogę wziąć tę? – spytałaś z
nadzieją.
- Jasne, bierz którą chcesz. –
Niall usiadł na łóżku i zaczął ci się przyglądać. Kiedy na niego spojrzałaś, od
razu odwrócił wzrok. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Chwyciłaś z szafy jeszcze
jakiś ręcznik i wyszłaś z pokoju, kierując się prosto do łazienki.
Spojrzałaś w lustro. Twoje blond
włosy były mokre i smętnie zwisały prawie do pasa. Lubiłaś je, chyba jako
jedyną rzecz w swoim wyglądzie. Chociaż nie, były jeszcze oczy, duże i
szmaragdowe. Rzadko spotykało się blondynkę o zielonych oczach, więc dzięki temu
czułaś się oryginalna.
Zrzuciłaś z siebie brudne ciuchy
i weszłaś pod prysznic. Musiałaś zmyć z siebie całe to błoto. Oblewając się
ciepłą wodą rozmyślałaś o tym, jakie niewiarygodne szczęście cię spotkało.
Często marzyłaś, że poznasz Nialla, ale były to tylko marzenia – niezbyt
realne. Nie łudziłaś się, że takie coś kiedyś się zdarzy. A jednak. Czasami
warto marzyć, bo nigdy nie wiadomo, czy te marzenia nie staną się
rzeczywistością. Wyszłaś spod prysznica i ubrałaś się w koszulkę Nialla i swoje
spodenki, które jeszcze jakoś nadawały się do założenia. Rozczesałaś i
wysuszyłaś włosy, które spłynęły kaskadą po twoich ramionach.
Postanowiłaś, że pójdziesz do
kuchni – chłopaki pewnie jeszcze tam siedzą. Po kilku minutach błądzenia po
wielkim domu, wreszcie dotarłaś do celu. Tak jak przewidywałaś, wszyscy byli
tam zebrani.
- Wyglądasz w tej koszulce
lepiej ode mnie. – rzucił z uśmiechem Niall. Właśnie wcinał trzeci kawałek
pizzy. Jak to możliwe, że on tyle je i jest taki chudy? – Dosiądziesz się? –
spytał, odsuwając ci krzesło.
- Jasne. – odparłaś i usiadłaś.
Sięgnęłaś po kawałek pizzy, ostatni jaki został w pudełku i zaczęłaś go powoli
przeżuwać, rozglądając się dookoła. Oczy wszystkich chłopaków były skierowane
na ciebie i Nialla.
- Czemu się tak patrzycie? –
spytałaś i spojrzałaś na blondyna, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- Słuchaj Wendy, może zostałabyś
u nas na noc? Jest już późno, a za oknem burza. Nie będziesz w takich warunkach
wracała do domu. – oznajmił Daddy.
- W sumie masz rację. – powiedziałaś.
– Prześpię się na kanapie, nie róbcie sobie ze mną kłopotu. Dam sobie radę.
- Ale to nie jest żaden kłopot.
Ja się prześpię na kanapie, a ty będziesz spała u mnie.- zaoferował Niall. Już
miałam coś odpowiedzieć, ale przerwał wam Louis.
- Słuchajcie, po co się kłócić?
Niall ma wystarczająco duże łóżko, zmieścicie się oboje. – rzucił. Blondyn
rzucił mu nienawistne spojrzenie, a ty roześmiałaś się z zakłopotaniem. Odsunęłaś
krzesło i wstałaś od stołu. Chłopcy podnieśli się razem z tobą
- No dobra, to gdzie ta kanapa?
– zapytałaś. Niall kolejny raz zaoferował ci swoją pomoc w oprowadzaniu po
domu.
Zaprowadził cię do salonu, gdzie w
centralnym miejscu na ścianie przeciwległej do drzwi wisiał telewizor, a przed
nim stał metalowy, niski stół ze szklanym blatem. Po obu stronach stolika stały
dwa beżowe fotele ze skóry, a przed nim była duża kanapa w tym samym kolorze co
fotele. Pomieszczenie było skośne, a ściany były pomalowane na jasnokremowy
kolor. Niall poszedł przynieść ci jakąś poduszkę i kołdrę. W tym czasie ty
napisałaś sms do mamy, żeby się nie martwiła i nie obdzwoniła wszystkich szpitali w Londynie, aby dowiedzieć
się czy nic ci nie jest. Chłopak wrócił po jakichś pięciu minutach, życzył ci
dobrej nocy i z powrotem wyszedł.
Na ścianie tykał zegar. Próbowałaś
zasnąć od ponad półtorej godziny, ale nie mogłaś. Za oknem słychać były pioruny
i co jakiś czas błyskało. Wiał silny wiatr i padał deszcz. Uznałaś, że w taką
pogodę trudno ci będzie usnąć, dlatego nie mając nic innego do roboty, poszłaś
do pokoju Nialla. Paliło się tam światło, co trochę cię zdziwiło, bo myślałaś,
że wszyscy już śpią.
- Hej, nie śpisz jeszcze? Mogę
wejść? – spytałaś. Blondyn leżał na łóżku i przeglądał coś na komórce.
- Jasne, wchodź. – uśmiechnął się
na twój widok i podniósł kołdrę, żebyś mogła się położyć. Zamknęłaś drzwi i wskoczyłaś na
łóżko obok niego. – Jakoś nie mogę zasnąć.
- Ja też. Co robisz? – zapytałaś
kładąc sobie poduszkę pod kark, aby było ci wygodniej.
- Z braku ciekawszego zajęcia
odpowiadam na tweety fanek. Jak zwykle pełno propozycji typu „wyjdziesz za
mnie” albo „bądź ojcem moich dzieci”. – roześmiał się chłopak.
- Nie śmiej się, ja też tak zawsze
pisałam.
- Do mnie? I co, odpisałem ci
kiedyś?
- Niestety nie. Już straciłam
nadzieję, że kiedykolwiek mi odpiszesz, a tu proszę. Leżę sobie koło ciebie.
- Wiesz, chyba nigdy się nie
przyzwyczaję, jak dziewczyny na mnie reagują. Przecież nie robię chyba nic
specjalnego, nie?
- Niee, no co ty, po prostu jesteś
sławny, bogaty, utalentowany i na dodatek przystojny. – zaczerwieniłaś się,
zdając sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedziałaś. Ciekawe jak on na to
zareaguje?
- Naprawdę tak uważasz? – chłopak
spojrzał na ciebie z niedowierzaniem.
- No tak, czemu miałabym cię
okłamywać? – zdziwiłaś się.
- Wiesz, nie wszyscy myślą tak jak
ty.. Większość fanek nie zwraca na mnie uwagi tak, jak na chłopaków. Uważają,
że jestem niepotrzebny. I czasami się tak właśnie czuję – jakby to czy jestem w
zespole, czy nie, nie sprawiało nikomu różnicy. – blondyn zrobił smutną minę.
Podciągnęłaś się na łokciach i spojrzałaś mu w oczy. Piękne, błękitne oczy.
- Ja tak nie uważam. – położyłaś się
na boku, nadal utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Odszukałaś jego rękę pod
kołdrą i mocno uścisnęłaś. Chłopak odwzajemnił uścisk. – Dla mnie jesteś
świetny. – szepnęłaś.
Pragnęłaś całym sercem, aby go
pocałować, aby sprawić, by się uśmiechnął, ale nie odważyłaś się tego zrobić.
Cholerna nieśmiałość jak zwykle wzięła górę. Obróciłaś się z powrotem na plecy
i zaczęłaś wgapiać się w sufit. Po jakichś pięciu minutach ogarnęło cię nagłe
zmęczenie, po dzisiejszym, obfitującym w wydarzenia dniu i zasnęłaś.
Kiedy spałaś Niall długo wpatrywał
się w ciebie. On też chciał cię pocałować, zwłaszcza po tym co o nim
powiedziałaś, ale bał się odrzucenia. Gdybyście tylko umieli otwarcie
powiedzieć sobie o swoich uczuciach, to na pewno inaczej by się to potoczyło.
Jesteś ciekawy jak dalej potoczą się losy Nialla i Wendy? Masz jakieś uwagi, chcesz przekazać swoją opinię? Zapraszam do komentowania :D
o mamciu jakie kochane *_______* Jaram się :D to chyba będzie jeden z moich ulubionych opowiadań ;p Pisz dalej pisz bo już się nie mogę doczekać :3
OdpowiedzUsuńNice post! This is amazing! ^^ You have a great blog, mind to follow each other? :) I'm a Directioner too!
OdpowiedzUsuńSee you soon on my blog!
dobra, a teraz mi proszę powiedzieć, kiedy będzie dalej?! już nie mogę się doczekać, na sto procent będę tu częściej! :]]
OdpowiedzUsuń